Mój przyjaciel Witek wierzy głęboko, że na szczycie każdej góry mieszka Duch. Gdy jest przychylny, pozwoli Ci zdobyć szczyt.
Jest to w pełni zgodnie z przekonaniami Nepalczyków. Szczególnie święta jest dla nich góra Machapuchare, wznosząca się ponad Pokharą. Wierzą, że na jej wierzchołku przebywa bóg Shiva i do dziś nie wydali zgody na jej zdobycie. Co ciekawe nowozelandzki alpinista Bill Denz ponoć zdobył ją nielegalnie w 1980 i tego samego roku zginął w lawinie na Makalu.
Nasze plany były znacznie bardziej skromne. Z Birethani, punktu startowego większości szlaków Annapurny malowniczą doliną doszliśmy do wioski Tike Dunga, zawieszonej nad kaskadami wodospadów.
Następnego dnia, forsownym marszem w górę mijaliśmy mini – wioski ludu Gurungów zamieszkującego tutejsze doliny. Żyją niebywale skromnie, w zgodzie z naturą. Całe ich życie toczy się w pionie. Poruszają się po wyłożonych schodami, stromych ścieżkach, na wąskich tarasach hodują ryż i proso. Do Ghorepani położonego na 2900 m n.p.m. doszliśmy przed zmrokiem.
Po krótkiej nocy o 5 rano ruszyliśmy w mrok aby osiągnąć nasz cel, wzgórze Pun Danda.
Duch góry był nam przychylny. O 6 rano rozpoczął się magiczny spektakl wschodu słońca, najpierw rozgrywany na zboczach pięknie widocznej stąd Annapurny, a potem majestatycznie wystawionej na wschód ściany Daulaghiri.
Gdy schodziliśmy, duch Daulaghiri pożegnał nas ubierając szczyt w aureolę oświeconego Buddy.






Dodaj komentarz