Z rana za oknem w dusznym hotelu w Erewaniu wita mnie widok góry Ararat. Rozległy masyw szeroko rozparty na skalistym płaskowyżu i niknący w szarych chmurach. Widok jest urzekający, magiczny. Mam wrażenie jakby otaczające światło biło z ośnieżonych zboczy. Jego czar pozwala zrozumieć, dlaczego dla Ormian jest to góra święta.
Fakt, że Ararat pięrzy się około 70 kilometrów od Erewania, za granicą z Turcją, zamkniętą dla Ormian, jest alegorią tragicznego losu tego wybitnego narodu. Niegdyś rubieże cesarstwa rzymskiego. Kraj który w okresie swojego dziejowego rozkwitu w V wieku jako pierwszy na świecie przyjął Chrześcijaństwo jako religię narodową.
W centrum Erewania znajduje się unikatowy instytut historyczny wyspecjalizowany w restaurowaniu i przechowywaniu zabytków piśmiennictwa. Jego zbiory mają status światowego dziedzictwa Unesco. Pracownicy instytutu strona po stronie konserwują zbierane przez wieki starodruki z Armenii i całego świata. Celem jest zachowanie dla potomnych papieru i pisma. Naczelną zasadą jest brak ingerencji w oryginalną treść – nie próbują uzupełnić brakujących fragmentów, czy kart.
Oglądając datowane na pierwsze wieki naszej ery księgi religijne, naukowe, filozoficzne, tłumaczenia z greki, zaczynam rozumieć jak imponująca cywilizacja rządziła Kaukazem w czasach, które dla Polski są pogańską prehistorią.
Gdy opuszczam Armenię cały czas mam w sobie majestatyczny widok Świętej Góry. Mam wrażenie, że właśnie z niej Ormianie czerpią charakterystyczny dla siebie spokój.




Dodaj komentarz